Kategorie

Tropem przyjaciela barona roz.3


Obudziłem się z potwornym bólem głowy. Dawno żadna zagadka tak bardzo nie wciągnęła mnie, aby męczyć się nad nią również we śnie. Byłem przecież w tak pięknym kraju gdzie sny powinny być jak z bajki, a mnie po głowie tylko chodziły zlepki słów, powodując koszmarne obrazy śmiejących się ze mnie Mongołów.

Wstałem bardziej zmęczony, niż gdy kładłem się spać. Pozostali moi kompani już siedzieli nad papierami i mapami, a sądząc po ich wyglądzie robili to już od dłuższego czasu.



- Jest jakaś kawa lub może herbata - zapytałem jeszcze nie będąc w pełni zorientowany jaką gafę popełniłem.

Wpierw pojawiły się zabójcze spojrzenia, potem nastąpił wybuch:

- Nie dość, że się wyspałeś to jeszcze chcesz kawę !!!

- My tu siedzimy od kilku godzin i też chętnie napilibyśmy się czegokolwiek !!!

Musiałem jakoś załagodzić nerwowy stan moich przyjaciół. Wyciągnąłem butle z palnikiem i wstawiłem wodę. Obejrzałem się jeszcze na nich i doszedłem do wniosku, że pewnie też nic nie jedli. Przygotowałem śniadanie i kubek dobrej przywiezionej z Polski kawy. Już bardziej przychylnie patrząc na mnie, dopuścili mnie wraz ze specjałami do stolika.

- I co udało Wam się wydedukować z tych znalezisk ? - zapytałem niby od niechcenia.

- A to pewnie się zdziwisz gdy dotrze do Ciebie, że udało nam się, a dokładniej Beacie znaleźć pewien sens w tej zbieraninie słów.

Moja mina musiała być poważnie zdziwiona, ponieważ moi towarzysze wybuchneli na jej widok śmiechem.

- Tak, tak. W przeciwieństwie do Ciebie nie spaliśmy smacznie, chrapiąc tak, że wszystkie psy w promieniu 10 km uciekły. Pracowaliśmy ciężko i efekty tej pracy widać.

- No dobra, ale w takim razie powiedzcie mi wreszcie do czego doszliście. No chyba, że chcecie sami dotrzeć do skarbu zostawiając mnie tutaj na pastwę much.

- Eeee, robisz dobre kanapki i nawet ta kawa wyszła Ci niezła więc zabierzemy Cię do Polski na wspólne poszukiwania - powiedział Piotr starając się zachować poważną minę.

- Zaraz, zaraz - do jakiej Polski? Przecież jesteśmy w Mongolii i powrót do Polski dopiero za kilka dobrych tygodni.

- No widzisz śpiochu, jesteś w błędzie. Gdy Ty spałeś - ponownie wypomniała mi Beata moją ciężko przespaną noc - my nie dość, że ułożyliśmy kawałki zagadki, to jeszcze podjęliśmy decyzję o podjęciu poszukiwań. A te niestety będzie można podjąć nie gdzie indziej tylko w Polsce.

 Na wszelki wypadek odstawiłem dzbanek z kawą. Spojrzałem na uśmiechnięte twarze przyjaciół i wiedziałem, że mówią poważnie. A skoro rezygnujemy z takiej wyprawy jak ta, to musieli faktycznie trafić na coś ciekawego.

- Już nigdy nie położę się spać przed Wami !!! - zażartowałem. Od dzisiaj będę ostatnim, który położy się do łóżka.

- Acha, czyli w terenie nie będzie problemu gdy będziemy chodzili spać do śpiworów - odpowiedziała Beata, robiąc unik przed nisko lecącą kanapką.

 

Do końca dnia nie udało mi się wydusić od moich przyjaciół co też odczytali w dokumentach. Wieczorem byliśmy już spakowani i postanowiliśmy z samego rana wracać do Ułan Bator aby tam jakimś cudem załapać się na samolot. Ustaliliśmy z naszym przewodnikiem, że wszystkie bagaże zostawimy u niego i wrócimy niebawem aby kontynuować naszą wyprawę. Po wielu nerwowych godzinach i wręczonych łapówkach udało się nam załatwić bilety na najbliższy samolot do Pekinu. Szczęściem w nieszczęściu okazała się wizyta w pewnym mocno obskurnym biurze, którego właściciel i jedyny pracownik był Chińczykiem. Dzięki temu szybko i bez większych kłopotów (w końcu za wartość zakupionych u niego biletów można było polecieć rodziną dookoła świata) przetłumaczył chińskie krzaczki.

W hotelu w końcu moi towarzysze, mając ostatnią część łamigłówki, pokazali mi wynik swojej pracy. Całość brzmiała następująco:

 

Na terenie starej kopalni węgla ukryliśmy w trzech miejscach skarb. Czwartą część wysłaliśmy umyślnym kurierem do Polski do profesora, który miał się nim zając, a wskazówki zostawić w swoim dworku. Dokładnych informacji o ukrytym skarbie przy kopalni szukajcie w świątyni przy cegle w wiadomym miejscu.

 

Przeczytałem całość kilkakrotnie.

- A po co wracamy do Polski?? - zapytałem nie bardzo wiedząc, w którym miejscu wiadomości pojawia się konieczność natychmiastowego powrotu.

- Jak to po co? - chóralnie zakrzyknęła reszta - Przecież część skarbu jest w Polsce, a my ją właśnie tam znajdziemy. Poza tym po długich, nocnych rozmowach - tutaj padł mocny akcent na nocne - doszliśmy do wniosku, że kolejne wskazówki, o skarbie na terenie Mongolii znajdują się u wymienionego profesora.

- Szczerze mówiąc jedynego profesora jakiego znam związanego z Mongolią, Ungernem i ukrytym skarbem był Ossendowski. Chodzą pogłoski, że faktycznie znał miejsce ukrycia.

- No to opowiadaj co wiesz - krzyknął Piotr

- O nie. Tak pięknie nie będzie. Wy trzymaliście mnie w niepewności więc teraz moja kolej. Porozmawiamy sobie na ten temat w samolocie i to nie tym do Pekinu.

 

cdn.

kruku