Kasa Mossakowskiego
- Przez kruku --
- Saturday, 07 Jan, 2023
Historia poszukiwań tytułowej kasy sięga jeszcze czasów przedwojennych, kiedy to w pewnej miejscowości pojawiła się grupa czterech mężczyzn i wypytywała mieszkańców o starą sosnę z dwoma rozgałęzieniami i kapliczką na niej... O tym, co wydarzyło się później w dalszej części tej opowieści, a tymczasem spróbujmy ustalić, co wiemy o „kasie Mossakowskiego”. Dowódca oddziału powstańczego Zygmunt Chmieleński w swoim raporcie do Rządu Narodowego pisał tak:
„Dnia 15 kwietnia ruszył z rozkazu Mierosławskiego oddział 280 piechoty i 20 jazdy złożony pod komendą Mossakowskiego i pomaszerował w okolice X. We wsi Y został zaatakowany przez Moskali. Po kilku godzinnej walce pobił Moskali, dzielnie odznaczyli się kosynierzy. Mossakowski po tej bitwie zajął Ogrodzieniec gdzie przenocowawszy pomaszerował do X stroną Z i pod wsią C został zaatakowany przez Moskali. Rozpoczęła się bitwa i był Mossakowski zmuszony zakopać kasę 400 000 zł/r z powodu niebezpieczeństwa i cofnąć się w stronę Janowa. Jest droga z Żurawia do Janowa, na tej drodze będzie krzyżowa droga, jedna idzie do wsi C, a druga do dworku, to prosto za krzyżową drogą w stronę B będzie sosna o dwóch rozgałęzieniach i kapliczka na niej, więc obok tej sosny zakopali skrzynię w drodze (...)”

Właśnie takie informacje posiadała wyżej wspomniana grupa, która zjawiła się w okolicach Częstochowy. Pierwsze kroki ludzie ci skierowali do domu, który zamieszkiwała rodzina Fikusiów. Powodem takiej decyzji był fakt, że Fikuś był zięciem niejakiego Pawełczyka, który był na tym terenie gajowym. Poszukiwacze liczyli, że znajomość terenu pozwoli na szybkie zlokalizowanie miejsca, o którym traktował raport powstańczy. I tak właśnie się stało, Fikuś wraz z Pawełczykiem zaprowadzili ich pod dużą sosnę, na której wisiała stara kapliczka, chwilę tam z nimi porozmawiali i się oddalili. Nasi bohaterowie zabrali się do poszukiwań, za pomocą długiego szpikulca szybko namierzyli duży przedmiot w ziemi, naradzili się i postanowili tu wrócić następnej nocy w celu jego wykopania.
Jednak gajowy Pawełczyk był sprytniejszy... Z pewnej odległości obserwował grupę poszukiwaczy i kiedy odjechali, o wszystkim poinformował swojego zięcia Fikusia. Postanowili wieczorem pójść w to miejsce i wykopać skrzynię. Jakież było ich zdziwienie, kiedy pod wieczór na posesji Fikusia pojawili się trzej poszukiwacze i zaproponowali wspólne wydobycie skarbu. Było ich trzech ponieważ chcieli przechytrzyć swojego szefa, który dysponował raportami powstańczymi. Wszyscy razem udali się pod sosnę i wykopali niewielką skrzynkę, w której była pewna ilość złotych i srebrnych monet. Podzielili się łupem, a Pawełczyk zastrzegł sobie, że chciałby zatrzymać skrzynię, ponieważ była w niezłym stanie. Następnego dnia we wsi pojawił się szef grupy, który szybko zorientował się, że został oszukany. Po krótkiej rozmowie z Fikusiem już wiedział, że on również okazał się nieuczciwy. Nie mogąc pogodzić się z tym faktem rozpowiedział w całej wsi, że Fikuś z Pawełczykiem wykopali skarb spod sosny, rozmawiał o tym również z mieszkańcem innej, pobliskiej wsi. Wszystko to działo się w 1935 roku.

Grupa Janowska zaczęła interesować się kasą Mossakowskiego, kiedy pierwszy raz zetknęli się z raportami powstańczymi Chmieleńskiego. Jednak Jan, który doskonale znał Pawełczyka i jego późniejsze opowieści o tym jak to pił przez długie lata za złote monety, przekazał grupie, że nie ma już czego szukać. Jednak późniejsze wydarzenie pokazało jak bardzo Jan się mylił.
W latach 70-tych, pewnego słonecznego dnia do gajówki Jana przyjechał ksiądz z Poznania. Szczegółowo wypytywał o dużą starą sosnę o dwóch rozgałęzieniach i o kapliczkę na niej wiszącą, sugerował, że miała stać na drodze, która biegła przez Sowią Górę z D do Z. Jan stwierdził, że nie pamięta, aby tam rosła sosna i ksiądz odjechał. Po kilku dniach Jan ponownie spotkał tego człowieka w lesie przy drodze i znowu rozmowa dotyczyła sosny.
Minęło kilka miesięcy, kiedy późnym wieczorem do Jana przyjechało dwóch mężczyzn i poprosili go, aby udał się z nimi w pewne miejsce, powiedzieli, że wiedzą gdzie zakopany jest duży skarb. Po długim namyśle i z pewną dozą niepokoju Jan udał się z tymi ludźmi do lasu i o dziwo, zaprowadzili go w to samo miejsce, którym interesował się wcześniej ksiądz z Poznania. Te dwa wydarzenia zrodziły w umyśle Jana pewne podejrzenia i niepokój. Postanowił odnaleźć pień po tej sośnie i poprosił znajomego, aby ten spychem zepchnął ziemię po jednej stronie tej drogi. Jednak pnia nie znaleźli. Po pewnym czasie Jan razem z Olkiem prowadzili poszukiwania w pobliżu tego miejsca. Jan poprosił, aby Olek sprawdził swoim wykrywaczem pewne miejsce, na którym nawet młode sosny nie chciały rosnąć. Jednak Olek stwierdził, że jest już zmęczony i wraca do domu, czym wzbudził dużą złość w towarzyszu.
Po jakimś czasie Jan spotkał grupę trzech mężczyzn, którzy prowadzili poszukiwania przy studni, znajdującej się w centralnej części wsi. Po krótkiej rozmowie zaprosił ich do siebie do domu, gdzie odbyli długą rozmowę na wiadome tematy. Widząc, że dysponowali dobrym jak na tamte lata wykrywaczem, opowiedział im historię związaną z księdzem i podejrzanymi ludźmi, którzy interesowali się pewnym miejscem. Poszukiwacze szybko pożegnali Jana i udali się w to miejsce. Po krótkich poszukiwaniach szybko usłyszeli mocny sygnał. Okazało się, że tuż po powierzchnią ziemi była spora skrzynia, a w niej złote ruble. Za pomocą samochodu i liny wyciągnęli skrzynię i odjechali.
Następnego dnia Jan podczas obchodu lasu zobaczył dużą dziurę, ślady po walcówkach od skrzyni i po kołach samochodu. Już wszystko wiedział... Naprowadził nieznanych sobie ludzi na skarb. Przed oczami stanął mu ksiądz, który szukał sosny. O wszystkim poinformował Grupę.
Po wielu latach całkiem przypadkiem okazało się, że skarb ten odnaleźli bracia J. z Częstochowy, którzy prowadzili sklep z częściami samochodowymi oraz ich kolega Czesiek. Bracia J. wyemigrowali do Kanady, a Czesiek szybko wydał cały majątek na uciechy doczesnego życia. Kiedy po latach członkowie Grupy analizowali stare mapy tej okolicy zorientowali się co się stało. Skrzynia znaleziona przed wojną była zakopana przy sąsiedniej drodze, jednak nie prowadzącej do Z. Kasa Mossakowskiego była zakopana zgodnie z opisem, w drodze.

Podobno w budynku nadleśnictwa do dzisiaj znajduje się niemy świadek tamtych wydarzeń, stara skrzynia, którą pozostawił tam gajowy Pawełczyk.

