wakacje na mazurach

Wakacje na Mazurach na początku lat 70-tych

Wakacje okresu PRL-u charakteryzowały się spontanicznością i wędrówką w nieznane. Ośrodki wczasowe, do których jechało się pierwszy raz prawie zawsze czymś zaskakiwały - jak nie pokojami, to stołówką lub co gorsza odległością od morza. Jednak nie przeszkadzało wówczas niewygodne łóżko, wspólne toalety na korytarzach czy niekiedy trudno zjadliwe posiłki. Człowiek na wakacjach myślał o czymś zupełnie innym - o wypoczynku i dobrej zabawie.

Jeżeli ktoś nie miał szczęścia i nie załapał się na wczasy zakładowe, pozostawało ruszyć w Polskę na własną rękę. Na początku lat 70-tych samochody prywatne były ciężko dostępnym luksusem, pozostawało więc zdać się na niełaskę PKP wraz z PKS. Kto nie podróżował w PRL koleją ten można powiedzieć nie zna życia. Aby dostać miejsce w przedziale (siedzące) należało atakować pociąg jeszcze zanim wjechał na stację, następnie w tak zajętym przedziale należało zorganizować przez okno dostawę bagaży, a nierzadko również dzieci. Podróżni, którzy mieli mniej szczęścia musieli zadowolić się miejscem na korytarzach i toaletach.

W tak luksusowy sposób można było dotrzeć na jednego z etapów podróży czyli większego węzła kolejowego, z którego turyści przenosili się na dworzec PKS. Autokar zabierał i rozwoził do miejscowości mniejszych, z których to już na piechotę należało udać się nad wymarzone jezioro, brzeg morza czy też górski szlak.

Pozostało zawsze pytanie gdzie spać ? – otóż najwygodniej, najpewniej i najtaniej okazję do noclegu zapewniał namiot. Nie ma co ukrywać, że był to jak większość dóbr w PRL towar deficytowy, na który polowało się przez cały rok (podobnie jak na dmuchane materace). Jednak poranek nad wodą czy na górskim szlaku w namiocie ma swój urok i jakąś dawkę romantyzmu. Kto raz spróbował ten wracał rok w rok do takiej formy wakacji.

 

 

Foto z archiwum Grażyny Rutowskiej, NAC

 

 

 


Komentarz jako:

Komentarz (0)